Tesla Model S, innymi słowy Ford T sto lat później

Tesla Model S at Flydalsjuvet, Geiranger, Norway.

Pierwsza, najważniejsza… Tesla Model S.

Model biznesowy Tesli nawiązuje swoją istotą nieco do modelu znanego z nowoczesnych smartfonów, czy innej masowej technologii. W pierwszej kolejności wydawany jest produkt premium, przeznaczony dla osób, które traktują go raczej jako ciekawostkę (częściowo można tu wspomnieć również Teslę Roadster z 2007 roku). Potem następuje ustabilizowanie marki i wprowadzanie modeli bardziej statecznych, lepiej wycenionych i z nieco okrojoną gamą funkcji. Tesla Model S jest tym pierwszym przebiśniegiem w gamie firmy prowadzonej przez Elona Muska. Najbardziej magiczna, najmniej wpisująca się w ramy określane przez księgowych. Na każdym elemencie czuć myśl i filozofię Elona Muska, choć nie podpisałby się on pod niektórymi elementami auta pod względem jakościowym – choć to już temat na osobną dyskusję. 

Model S udowodnił, że się da.

Model S pokazał wszystkim, że auto elektryczne może być modne i nie musi kojarzyć się z dziwnie stylizowanymi kompaktami, aktywistami i ruchem ocieplającej się ziemi. Tesli udała się ta niemal karkołomna sztuka wzorowo – to tak, jakby pandę z logo WWF przeobrazić w bezlitosnego ojca nowojorskiej rodziny mafijnej. 

Aby klienci nie odnieśli wrażenia, że kupują po prostu kolejnego elektryka, tylko większego i droższego, Tesla za swój cel postawiła stworzenie wnętrza na nowo. Poszczególne elementy wydają się żywcem nawiązywać do pionierskich, przedwojennych czasów, kiedy auta nie bały się kreować nowych wzorów. Tablet zamiast deski rozdzielczej odpowiada za praktycznie wszystkie ważne funkcje, łącznie ze sterowaniem nawiewami i podgrzewaniem siedzeń. We wnętrzu czuć wysoką jakość, nawet, jeżeli momentami przesłaniana jest ona przez pewne niedoróbki montażowe.

Tesla Model S jest także bardzo pojemna. Technicznie rzecz biorąc, bez większego wysiłku możliwe jest uczynienie z niej auta 7-osobowego, dzięki montażu w bagażniku dwóch dziecięcych fotelików. Płaska podłoga stanowi wzór praktyczności, choć trzeba przyznać, że ilość schowków nie rozpieszcza. 

Symbol nowej ery

Bez wahania można uznać, że to właśnie Tesla Model S stoi za popularyzacją aut elektrycznych i umiejscowieniu ich w zbiorowej świadomości, jak Ford Model T w odniesieniu do aut w ogóle. Od premiery Modelu S elektryki przestały być egzotycznymi ciekawostkami pokroju Renault Clio Electrique, tylko czymś namacalnym, obecnym na ulicach. Konkurencja potrzebowała wielu lat by dojrzeć do decyzji o elektryfikacji swojej gamy. Dotychczas żaden producent nawet nie zbliżył się do spektakularnej, 100% reprezentacji elektrycznych aut w palecie, jak Tesla. Największy sukces w Europie marka Elona Muska odniosła w Norwegii, gdzie przyczyniły się do tego pewne specyficzne regulacje podatkowe. Nawet jednak tam, gdzie żadnych ulg nie było, Model S jest jak najbardziej widoczny, nawet w Polsce. 

Tesla spopularyzowała elektryki, lecz również dołożyła wszelkich starań, by ewentualnej decyzji o kupnie nie towarzyszyła obawa o niepraktyczność czy pogorszoną żywotność – baterie objęte są 8-letnią gwarancją, a zasięg waha się od 370 kilometrów do rekordowych 658 kilometrów w wersji Long Range Plus. Czas pokazuje, że samochody ze znaczkiem ,,T’’ na masce starzeją się bez żadnych nieprzewidzianych przygód – Modele S z pierwszych lat produkcji nadal dzielnie służą na drogach całego świata, nawet jako taksówki. Słynne problemy z jakością już tak nie irytują, właściciele przeszli nad nimi po prostu do porządku dziennego. Została sama magia Tesli i jej autopilota, zdolnego do całkowitego przejęcia kontroli na autem.